Bardzo apetyczny afrodyzjak

Temat sam ciśnie się na usta, zaczął się bowiem sezon na szparagi i teraz wszędzie królują te seksowne warzywa, tak w knajpach, jak w gazetach i telewizjach.

Trzeba przyznać, że w przypadku tego warzywa zdecydowanie nie trzeba zastanawiać się dlaczego nasi przodkowie już w starożytności uznali je za afrodyzjak – gołym (upsss!) okiem widać!Definitywnie jednoznaczny wygląd ;-), cudowny smak, niepowtarzalny zapach i fantastyczna konsystencja – niezapomniane i całkowicie niepowtarzalne przeżycie.

Jestem absolutną fanką szparagów pieczonych, a nie gotowanych, oraz zielonych w zastępstwie klasycznych białych. Smak w czasie pieczenia się kondensuje i w towarzystwie najlepszego parmezanu osiąga absolutne niebo i raj. Szparagi na wstępie obieramy lub jeśli są zielone, bardzo świeże i cienkie możemy sobie darować to niewątpliwie bliskie piekłu zajęcie (na szczęście!). Obrane czy nie układamy na blasze do pieczenia, polewamy oliwą, lekko solimy, dużo pieprzymy, lekko cukrzymy. Posypujemy bardzo cienkimi płatkami parmezanu (ja używam do uzyskania pięknych lekko chrupiących płatków o orzechowym smaku bocznej ścianki klasycznej czworokątnej tarki) i wstawiamy do nagrzanego do 220 stopni piekarnika na maksimum dwadzieścia minut. NIEBO 🙂

Istnieją oczywiście tysiące sposobów na szparagi, ciemną i szarą zimą obezwładniający bywa krem ze szparagów. Ostatniej zimy udało mi się nabyć mrożone szparagi zielone, które po podsmażeniu wraz z szynką prosciutto crudo zostały wspólnie krótko ugotowane w małej ilości wody (tylko takiej, żeby przykrywały zawartość garnka), zmiksowane i podane z czosnkowymi grzankami z pełnoziarnistegopieczywa – doprawdy trudno wyobrazić sobie lepsze antidotum na lutową szarugę! (jeśli mimo gotowania i miksowania w naszej zupie pozostają przykro-ciągniące-się włókna, trzeba zupę przetrzeć przez bardzo drobne sito, uprzednio wyjąwszy kawałki szynki).

szparagi by you.

Jednym z moich najbardziej ulubionych sposobów na szparagi jest… risotto oczywiście. Zaczynamy jak zawsze, czyli na niewielkiej ilości oleju podsmażamy drobno pokrojoną cebulę: szalotkę lub cukrową, klasyczna będzie za ostra, dodajemy posiekane trzy ząbki czosnku. Dokładamy pokrojone w spore kawałki plasterki szynki, po przysmażeniu wsypujemy półtorej szklanki ryżu arborio. Mieszamy, po kilku minutach, kiedy ryż stanie się szklisty wlewamy szklankę białego wytrawnego wina, odparowujemy. Wkładamy co najmniej dwa-trzy pęczki szparagów, obranych, pokrojonych w kilkucentymetrowe kawałki, na boku pozostawiając odcięte jak w rewolucji francuskiej główki, które zachowujemy na wielki finał. Mocno pieprzymy. Cały czas podlewając wodą lub bulionem, gotujemy jeszcze około dwudziestu – trzydziestu minut, tak żeby ryż pozostał al dente. Trzy minuty wcześniej dodajemy główki szparagów i dwie garści startego najlepszej jakości parmezanu. Mieszamy, natychmiast podajemy.

Spróbujcie! Warto przekonać się czy ludzkość uzasadnienie szparagi uznaje za jeden z najsilniejszych afrodyzjaków, zwłaszcza tak pięknie bezwstydną wiosną, jaką w ostatnich dniach mamy za oknem…


Na risotto potzrebować będziemy:

– dwie cebule cukrowe

– trzy ząbki czosnku

– pięć – sześć plastrów dobrej jakości szynki typu jambon serano lub prosciutto crudo

– półtorej szklanki ryżu arborio

– trzy pęczki szparagów

– kawałek parmezanu.

Skomentuj