Tajemnicze chimichurri i argentyńskie steki już w wawie.
Obiecałam wrócić do pięknych i bardzo kolorowych wspomnień z Buenos Aires i okazja nadarzyła się ostatnio w postaci dziękczynnej kolacji dla bardzo męskich i bardzo przystojnych, toteż niewątpliwie mięsożernych gentelmenów, której głównym punktem programu stały się krwiste steki.
Ponieważ tydzień temu jedliśmy przepysznie w cudnej francuskiej knajpce w Sopocie http://www.cyrano-roxane.com/, o czym również będzie niebawem, gdzie mojego Ukochanego zachwycił stek z wołowiny sprowadzonej z Francji pochodzącej z bydła rasy Limousine, postanowiłam tym razem nie eksperymentować i w ulubionym Befsztyku na Puławskiej http://www.befsztyk.pl/ również zakupiłam antrykotowy fragment młodej wołowiny tejże rasy, wedle zapewnień hodowanej na naszych rodzimych Mazurach, a więc potencjalnie mającej do pokonania znacznie krótszy niż argentyńska siostra odcinek drogi do naszej patelni
Po oddzieleniu, ku uciesze Psa Misterka, fragmentów tłuściutkich i innych niezbyt pęknie się prezentujących, mięso pokroiłam w grube na trzy-cztery centymetry plastry i lekko dłonią je rozpłaszczyłam. Wrzuciłam na bardzo rozgrzany olej i smażyłam po cztery minutki z każdej strony, w między czasie obficie posypując świeżo mielonym pieprzem.

Podałam w towarzystwie pieczonych z tymiankiem i rozmarynem batatów (oczywiście!) oraz tajemniczego przywiezionego prosto z Buenos dodatku zwanego CHIMICHURRI, który lokalnie podawany do steków jest zawsze, choć nie wszyscy go używają. Składa się z oleju słonecznikowego, oliwy z oliwek, octu, wody, papryczki, oregano, soli, sproszkowanego chili, pietruszki, bazylii i czosnku. Dla niektórych, jak okazało się podczas sobotniej kolacji, to nieco zbyt ostry dodatek.
Tak czy owak steki wyszły pachnąco i smakowicie, w wersji pół na pół czy jak inni wolą ‘medium’.
Następnym razem z pewnością na koniec pokuszę o zrobienie pysznego sosu do steków inspirowanego… oczywiście wizytą w Cyrano & Roxanne w Sopocie.
Potrzebujemy:
- około 300 gr młodej wołowiny rasy Limousine lub argentyńskiej
- olej do smażenia
- grubo zmielony pieprz
- solimy dopiero na talerzu, żeby z mięsa nie wydzielił się nam sos oraz żeby na patelni nie stwardniało.












10 lipca 2010 o 22:37
O rany chimichurii mój mąż przywiózł mi ponad 20 lat temu z Urugwaju.Do dzisiaj wspominam jego smak i marzę o tym żeby znowu móc go używać w swojej kuchni.Niestety nigdzie nie udało mi się go spotkać i kupić. Twoje steki musiały być wyśmienite.