Jedno z pierwszych wspomnień prawdziwego i nie-do-opisania luksusu łączy się ze śniadaniami w hotelach Orbisu sprzed przełomu. Podobnie, jak i dziś, zarówno Grand w Sopocie, jak i Kasprowy w Zakopanem, a także wiele innych były również wówczas, a może wówczas nawet bardziej, synonimami elitarnej rozrywki dla nielicznej ‚elity’. To, co z perspektywy jeszcze dziecka najbardziej utkwiło w mojej pamięci, to… sposób podawania jajecznicy. Otóż świeżo usmażoną na maśle przynoszono do stolika na maleńkiej gorącej patelence – to dopiero był szczyt zbytku i luksusu 🙂

Tym bardziej ucieszyło mnie, że w ramach rozmaitych odcieni mody na retro, w ofercie marki Ballarini pojawiły się prześliczne maleńkie patelenki do przygotowania i serwowania potrawy dla jednej osoby. Są piękne (ach, te miedziane uchwyty!), oczywiście przystosowane do indukcji, ale przede wszystkim zapewniają unikatowy sposób podania pyszności, która niemal nie stygnie, dzięki temperaturze naczynia!

Ze względu na kończący się sezon, mnie skusiły do przygotowania grzybów w dwóch odsłonach: klasycznej włoskiej przystawki, czyli funghi porcini z czosnkiem i natką pietruszki oraz jaja sadzonego na grzybach. Wyszły pysznie! Zapraszam!

Dla dwojga na nie obciążającą kolację lub solidne śniadanie potrzebować będziemy:

–  trzech/czterech niewielkich borowików (poza sezonem z powodzeniem mogą być mrożone);

– dwóch kapeluszy Portobello;

– trzech-czterech dużych pieczarek;

– dwóch ząbków czosnku;

– pół natki pietruszki;

– dwóch jaj zerówek;

– dwóch łyżek masła;

– sól, świeżo zmielony pieprz.

Czosnek obieramy i siekamy. Borowiki oczyszczamy, portobello i pieczarki obieramy. Grzyby kroimy w grube plastry. Siekamy natkę pietruszki. Na rozgrzanym maśle na dwóch mini patelniach przesmażamy czosnek, dodajemy grzyby, solimy, pieprzymy. Trzymamy na ogniu maks 10 minut, po czym do jednego z naczyń dodajemy natkę pietruszki, a na drugą patelnię ostrożnie wbijamy jaja. Kiedy się zetną białka, oba dania są gotowe. SMACZNEGO!