Egzotycznie – tuna ahi!

Popołudniowa piątkowa wizyta w ulubionych deli w Promenadzie zaowocowała zakupem świeżych ryb na cały weekend. Między innymi jednym z najpiękniejszych kawałkiem smakowicie wyglądającego tuńczyka żółtopłetwego, zdaniem ekspertów ponoć jednego z najbardziej walecznych z rodziny tuńczyków. Wprawdzie nie jest to najdroższy z nich, ponieważ za takiego powszechnie uznany jest największy z tuńczyków, czyli błekitnopłetwy, którego to mięso co i rusz bije rekordy cenowe na świecie – ostatni chyba na początku bieżącego roku, oczywiście w Tokio 🙂 jedyne ponad 100 tysięcy USD za niewiele ponad stukilogramową rybkę. I żeby już tak pozostać przy bardzo luksusowych tematach, postanowiłam odtworzyć tuna ahi, bo tak właśnie zakupiony przeze mnie tuńczyk nazywany bywa w innych rejonach świata, którego jadłam w absolutnie boskich okolicznościach przyrody.

Tuż przed Sylwestrem na końcu świata, na jednej z najbardziej filmowych plaż świata Miami Beach, FL, jeden budynek dalej od miejsca gdzie kręcono między innymi ‘Człowieka z blizną’, w letniej sukience, boso, upojona magią miejsca oraz ponad dwudziestogodzinną podróżą 😉 zjadłam absolutnie najlepszego-nie-do-powtórzenia tuna ahi szybko obsmażonego w sezamie. Boski!

0C7H4669

miami vice 🙂

Postanowiłam więc przynajmniej spróbować odtworzyć to cudo.

Pokrojonego na mniejsze kawałki tuńczyka zamarynowałam w oliwie, sosie sojowym, oleju sezamowym, miodzie i soku z limonki. Pozostawiłam go w marynacie na kilka godzin.

Każdy kawałek obtoczyłam w sezamie (lepszy byłby z pewnością w tej roli czarny sezam) i szybko obsmażyłam w bardzo gorącym oleju (uwaga! fartuszek niezbędny – niemiłosiernie strzela!).

Podałam z dwoma rodzajami pomidorów – klasyczną polską odmianą krzaczkową oraz malinową, tuńczyka dodatkowo wzbogaconego sosem z ziarnami gorczycy, miodem i oliwą oraz kilkoma kroplami soku z limonki.

ahi tuna by you.

Definitywnie pachniał i smakował upalnym wieczorem przy Ocean Drive, gdzie to obowiązkowo należy dumnie i z należytą powagą przedefilować otwartym kabrioletem w towarzystwie pięknej blond piękności, która w dzień ten sam deptak przemierza iście filmowo w bikini i na rolkach (NAPRAWDĘ!), jak można się domyślić z nadzieją na bycie dostrzeżoną przez jednego z licznych tutaj menadżerów i właścicieli agencji modelek.

Potrzebujemy:

– około 2/3 kilograma świeżego tuńczyka

– na marynatę: pół szklanki oliwy (ja ostatnio używam organicznej), 1/3 szklanki sosu sojowego, trzy łyżeczki miodu, sok z połowy limonki, około 10-15 kropli oleju sezamowego,

– po dwa różne pomidory na osobę

– na sos: trzy łyżeczki musztardy z całymi ziarnami gorczycy, trzy łyżeczki miodu, 1/3 szklanki oliwy, kilka kropli soku z limonki.

Skomentuj