W obliczu nadchodzącej jesiennej melancholii, którą niestety już na początku października tego roku poczułam po raz pierwszy tej jesieni, koniecznie trzeba pomyśleć o daniach słonecznych, śródziemnomorskich, pachnących ziołami i pomidorami. Tym bardziej, że  smakowitymi i pachnącymi pomidorami już niestety niezbyt długo będziemy mogli się cieszyć…

Odpowiedzią na podskórne smuteczki stał się świeży łosoś pieczony w towarzystwie świeżych pomidorów i gigantycznych greckich oliwek, na końcówce aromatyzowany mocno przejrzałym kozim serem.

Piękny płat łososia starannie wyfiletowałam i podzieliłam na spore, tłuściutkie kawałki (cztery), które obficie posolone i popieprzone ułożyłam w dużym naczyniu do zapiekania, obłożyłam je poćwiartowanymi obranymi pomidorami malinowymi oraz przepołowionymi małymi, ale super słodkimi truskawkowymi oraz przepołowionymi wzdłuż greckimi mięsistymi zielonymi oliwkami. Wszystko bardzo solidnie obsypałam niesłychanie pachnącym suszonym oregano, przywiezionym jeszcze z Kalabrii oraz ziołami prowansalskimi i wstawiłam do piekarnika (220 stopni) na dwadzieścia minut, po którym to czasie pomidory przykryłam pokrojonym w dość cienkie plasterki przejrzałym serem kozim pleśniowym i zapiekałam całe danie jeszcze pięć minut.

Okazało się być wręcz znakomitym słonecznym remedium na jesienne mgliste melancholie.

Potrzebujemy:

- duży i świeży kawałek łososia;

- cztery pomidory malinowe

- dziesięć pomidorków truskawkowych;

- dziesięć do piętnastu dużych oliwek;

- jeden dojrzały serek kozi pleśniowy;

- sól, pieprz, oregano, zioła prowansalskie.