Całkiem niedawno wpadłam bez opamiętania w lekturę ‘Sekretów kuchni włoskiej’ autorstwa Eleny Kostioukovitch, urodzonej w Kijowie Ukrainki, która od dwudziestu z górą lat mieszka we Włoszech i dobrze poznała tradycje, obyczaje i historie związane z kulinariami włoskich regionów. Książka może nie tyle jest świetnie w sensie literackim napisana, czy też może przetłumaczona, ile zawiera tak niebywałą ilość ciekawostek związanych przede wszystkim z historią kuchni poszczególnych miejsc, że przyprawia o oszołomienie porównywalne z butelką dobrego prosecco.

Między innymi w tej właśnie książce przeczytać możemy, że Włosi aż do połowy XIX wieku uważali bakłażany za warzywo co najmniej podejrzane, wywołujące poważne zaburzenia psychiczne i jedynie Kalabryjczycy decydowali się na jego spożywanie, w pozostałych regionach, szczególnie na północy, podobnie jak i w innych europejskich krajach, uprawiane było ze względów dekoracyjnych. W Kalabrii z kolei, dokąd dotarło dzięki Arabom, wykorzystywane było i jest w niezliczonej ilości potraw, w tym niewątpliwie jednej z moich najbardziej ukochanych, czyli melanzana alla parmigiana. Nazwę swoją zawdzięcza wbrew pozorom nie miastu Parma, a użyciu startego parmezanu, skądinąd z reguły wyrabianemu na miejscu w Kalabrii przez lokalne zakony cystersów według przepisu z Północy.

Przymierzyłam się ostatnio ponownie do tego boskiego dania, dodam że pierwsza próba definitywnie nie była sukcesem, ze względu na zbyt dużą ilość sosu, w którym wszystko utonęło i się rozpłynęło. Tym razem wyszło znakomicie :-)

Dwa niewielkie bakłażany pokroiłam w około centymetrowe plastry, posoliłam i odstawiłam do spocenia. W między czasie obrałam i drobno pokroiłam jedną sporą cebulę cukrową oraz trzy duże malinowe pomidory. Cebulę zeszkliłam, dorzuciłam pomidory, odrobinę posoliłam, sporo popieprzyłam i dodałam oregano. Wytarte do sucha bakłażany panierowałam w rozbełtanym jajku i mące żytniej z pełnego przemiału i smażyłam na złoto. Pamiętajmy, żeby robić to przy użyciu minimalnej ilości oleju, ponieważ bakłażany są niebywałymi żarłokami zdolnymi do wchłonięcia praktycznie każdej ilości tłuszczu. Po usmażeniu wszystkich plastrów, w moim przypadku były to cztery spore patelnie, na dno naczynia do zapiekania (kwadrat o boku około 20 cm) wlałam kilka łyżek sosu pomidorowego i wyłożyłam ciasno bakłażanami, które przykryłam bardzo cienką warstwą sosu pomidorowego oraz pokrojonymi również cienko plasterkami mozarelli i garścią startego parmezanu. Całą operację powtórzyłam i danie zapakowałam do piekarnika (180 stopni) na pół godziny.

Wyszło pachnące południem Włoch, rozgrzewające, wydobywające na pierwszy plan słodycz bakłażanów i pomidorów, przełamaną ostro pikantnym akcentem parmezanu.

Potrzebujemy:

- dwa niewielkie bakłażany;

- jedną cebulę cukrową;

- trzy pomidory malinowe;

- pieprz, sól, oregano;

- jedno jajko;

- szklanka mąki, może być żytnia z pełnego przemiału;

- jedna mozarella;

- kawałek Parmigiano Regino;