Z tęsknoty za soczystymi węgierskimi brzoskwiniami, którymi w Budapeszcie zawsze żywiłam się od rana do wieczora przez cały sierpień, nieuleczalnie codziennie kupuję brzoskwinie, wciąż łudząc się, że już tym razem to one na pewno smakować będę tak samo jak ponad dwadzieścia lat temu. Jak łatwo się domyślić, zawsze jest to doświadczenie rozczarowujące. Nie przeszkadza mi to kontynuować poszukiwań, a z nabytych brzoskwiń poza tymi w winie, przeważnie przygotowuję sałatki z dużą ilością ziół.

Moja ulubiona to połączenie obranych lub nie dojrzałych brzoskwiń ze śliwkami, bazylią, miętą i odrobiną pigwowej nalewki przywożonej przez Przyjaciela domu z Podlasia. Znakomicie sprawdzają się też połączenia z borówkami, jeżynami, morelami oraz nacią kolendry. Na śniadanie, lunch lub podwieczorek w te ostatnie dni tegorocznego lata znakomite :-)

Dla dwojga na letnie śniadanie:

- dwie brzoskwinie

- cztery śliwki

- pół garści liści świeżej bazylii

- pół garści liści świeżej mięty

- 50 g nalewki lub likieru

Owoce myjemy, kroimy w mniej więcej podobnej wielkości kostkę. Liście bazylii i mięty rwiemy na drobne kawałki. Mieszamy owoce z ziołami i nalewką. SMACZNEGO!