Babie lato ma jeszcze wrócić, ale póki co za oknem zrobiło się troszkę szaro, bardziej wietrznie i zdecydowanie już rankiem i wieczorem czuć zbliżającą się jesień… Jako że nie jestem fanką tej pory roku, potrzebne będzie remedium na te pierwsze za przemijającym latem tęsknoty. Znakomicie sprawdzą się śliwki węgierki w wersji słodkiej, czyli upieczone na francuskim cieście – poprawiają humor natychmiastowo!

Oczywiście, najlepsze byłyby węgierki z sadu mojego Dziadka Dionizego: niewielkie, słodkie o intensywnie wędzonym skoncentrowanym smaku, z których zawsze w moim rodzinnym domu smażyło się całymi dniami najlepsze powidła na świecie. Ehhh, jak śpiewa Boguś Linda ze Świetlikami: ‘ słońce nie będzie już nigdy tak cudnie wschodzić i zachodzić…’ Na szczęście śliwki od Pani Joli z Sarmackich Smakołyków też dobrze dały sobie radę.

Dla dwóch bardzo spragnionych słońca osób potrzebować będziemy:

- opakowania świeżego ciasta francuskiego np. marki Pudliszki lub mrożonego Blikle

- kilkunastu śliwek węgierek

- 100 ml wiśniówki

- kilku łyżek cukru trzcinowego

Śliwki drylujemy i przecinamy wzdłuż na ćwiartki. Umieszczamy w płaskim naczyniu, gdzie zalewamy je wiśniówką. W między czasie blachę z naszego piekarnika wykładamy papierem do pieczenia, który natłuszczamy olejem. Na blasze układamy pokrojone na kwadraty ciasto, na którym umieszczamy po trzy-cztery ćwiartki śliwek, odsączone z wiśniówki. Obficie posypujemy cukrem trzcinowym. Wstawiamy do rozgrzanego do 200’C piekarnika i pieczemy przez 20-30 min, kontrolując stopień zarumienienia szczególnie pod koniec pieczenia.