Jako że krucho ostatnio z warzywami – wiadomo ulubiona nasza pora roku, czyli zgniło szary przednówek, należałoby za radą tych rozsądniejszych Szefów Kuchni uwagę skierować ku burakom, marchewkom, ziemniakom, dyniom, które stosunkowo dużo jeszcze mają do zaoferowania. Udało mi się ostatnio skorzystać z usług http://vegebox.pl/ , a zatem warzywa powyższe (oraz inne frykasy) przyszły do mnie same w dodatku ze wszystkimi ekocertyfikatami ;-)

Poza ugotowaniem ‘koszernie ;-) ’ ekologicznego bulionu na włoszczyźnie, kurczaku i wołowinie, na pierwszy ogień poszła malutka niespełna półtorakilogramowa dynia hokkaido, którą w sporych fragmentach piekłam w wysokiej temperaturze 220 stopni przez 40 minut, uprzednio skropiwszy ją olejem oraz octem balsamicznym, a także solidnie oprószywszy solą, grubo zmielonym pieprzem oraz cukrem trzcinowym.

Ostatnie trzy minuty w piecu dynia spędziła lekko posypana bardzo drobno posiekanym oryginalnym masdamerem. A już ‘na powierzchni’ solidnie okrasiłam ją uprażonymi dyniowymi (a jakże!) pestkami, oczywiście również ekologicznymi.

Dla wegetarian stanowić będzie pełnowartościowy zimowy posiłek, mięsożercom posłuży jako znakomity dodatek. Wszystkim mężczyznom z pewnością w świetle ostatnich badań medycznych bardzo przyda się celem zdrowego budowania męskości, żeby ani dziś ani w przyszłości nie musieli roztrząsać problematyki ‘kompensacji in vitro w intercyzie’ ;-) )).

Potrzebujemy:

- około kilogramowy kawałek dyni

- dwie łyżeczki cukru trzcinowego

- olej, ocet balsamiczny

- sól, pieprz,

- ser do zapieczenia

- pół szklanki pestek z dyni.