Inne to będą Święta – wiemy to wszyscy. Więc włączamy się do akcji #zostanwdomu i jednocześnie namawiamy, mimo to, a może właśnie dlatego, w kuchni ciesz się Wielkanocą jeszcze bardziej!
Mnie zawsze ogromną radość sprawia miksowanie tradycyjnego menu świątecznego z nowymi inspiracjami. Tradycyjnie będzie żurek, obowiązkowo z jajkiem, oraz naturalnie sernik. Lubię tę jego wersję, bo wychodzi zawsze, mimo dużej ilości bakalii, jest ultra puszysty i mega wilgotny.
Zaczynamy od roztopienia masła, które musimy wystudzić, zanim dolejemy je do sera. Odrobinę masła pozostawiamy do wysmarowania blachy.
W między czasie oddzielamy białka od żółtek. Białka ubijamy wraz z cukrem na sztywną pianę. Odstawiamy.
Masę serową mieszamy z żółtkami i roztopionym masłem. Dosypujemy mąkę ziemniaczaną, cukier waniliowy, proszek do pieczenia. Mieszamy. Dodajemy aromat migdałowy oraz rodzynki i skórkę pomarańczową. Na koniec ostrożnie mieszamy z ubitą pianą białek.
Blachę wysmarowujemy masłem i obsypujemy bułką tartą. Możemy zastąpić ją mielonymi migdałami.
Wylewamy masę i wstawiamy do rozgranego do 180 stopni piekarnika. Pieczemy około 40 – 45 minut. Studzimy w otwartym piekarniku.
Przed podaniem możemy oprószyć cukrem pudrem lub polać rozpuszczoną z
masłem mleczną lub białą czekoladą. Znakomicie będzie też smakował ze zmiksowanymi z cukrem mrożonymi truskawkami.
Pisankovo Zdrovo i przepysznie na Wielkanoc!
Składniki:
1,5 kg twarogu, dwukrotnie zmielonego lub gotowego na sernik
10 jaj
200 g masła
szklanka  cukru
4 łyżki skrobi ziemniaczanej
opakowanie cukru waniliowego
czubata łyżeczka proszku do pieczenia
aromat migdałowy
rodzynki
kandyzowana skórka pomarańczowa
garść bułki tartej.
 https://youtu.be/6qDIF_Ats7I
zobacz film

Z przyjemnością przyznaję się do absolutnej słabości do omletów, koniecznie bez mąki, za to z odrobiną zimnej wody zamiast przez wielu dodawanej śmietanki lub mleka. Uwielbiam je przygotowywać (szybko, prosto, nie da się zepsuć), uwielbiam maślany zapach, kiedy się smażą, no i ten smak!!! Bez wahania: dla mnie najlepsza, obok poche, postać jajka.

Lubię w wersji słodkiej, np. z flambirowanymi wiśniówką owocami (mrożone wiśnie w środku zimy przeniosą nas do lepszej pory roku) lub z nutellą (to przysmak mojej najmłodszej Córeczki). Ale absolutnymi zwycięzcami są wytrawne, przede wszystkim z kozim serem i konfiturą z fig lub gorzkich pomarańczy oraz z pomidorkami i serem Roquefort.

Żeby przygotować ten ostatni, roztapiamy na małej patelni masło, na które wrzucamy słodkie pomidorki cherry przekrojone na pół. Pozwalamy im się podsmażyć około trzech do pięciu minut. W tym czasie rozbełtujemy dwa jajka z odrobiną zimnej wody, którymi zalewamy pomidorki.

Natychmiast też posypujemy całość pokruszonym Roquefortem lub innym dobrej jakości pleśniowym serem. Proponuję solić dopiero na talerzu, ponieważ słoności sera nie określimy ‚na oko’. Przykrywamy i smażymy kilka minut, w między czasie podważając brzegi, tak aby płynne jeszcze jajka (ale nie ser, bo się przypali) spływały na patelnię. Podajemy złożony na pół. Ja uwielbiam z dodatkiem świeżych obranych ze skórki pomidorów malinowych. Takie śniadanie znakomicie nastraja, przede wszystkim w bure zimowe poranki. Smacznego!

Pączki na święto Chanuki

Bardzo symbolicznie przyłączam się do radosnego świętowania i proponuję błyskawiczną wersję mini pączków przygotowanych nie z ciasta drożdżowego, które wymaga co najmniej dwóch godzin na wyrośnięcie oraz nie przepisowo pozbawionych nadzienia. Za to z pewnością nawet jeśli późno wrócicie dziś z pracy, uda się zdążyć z ich przygotowaniem dla całej rodziny 🙂

Potrzebujemy:

– 300 g serka homogenizowanego

– 3 jaja

– laska wanilii

– płaska mała łyżeczka proszku do pieczenia

– kilka łyżek mąki pszennej

– pół litra oliwy z oliwek nie z pierwszego tłoczenia

Rozcinamy połowę laski wanilii i nożem ścieramy jej wnętrze. Wszystkie składniki poza oliwą dokładnie łączymy wraz z wanilią, starannie pilnując, żeby nie pozostały grudki. Mąki dajemy tyle, żeby uzyskać konsystencję gęstego budyniu.

W garnku lub głębokiej patelni mocno rozgrzewamy oliwę. Ciasto nakładamy łyżką. Smażymy z obu stron łącznie około 3 minut. Po wyjęciu odsączamy na papierowym ręczniku. Podajemy obsypane cukrem pudrem. SMACZNEGO!

Tradycyjny kulebiak pieczemy z drożdżowego ciasta, które przygotowujemy rozczyniając drożdże w ciepłym mleku z odrobiną mąki i cukru. Kiedy ‚zapracują’, zaczyn mieszamy z resztą mąki oraz jajkami Zdrovo, solą, roztopionym przestudzonym masłem i wyrabiamy do momentu, aż ciasto będzie gładkie, elastyczne i bez problemu będzie odchodzić od dłoni lub misy robota planetarnego. Odstawiamy na godzinę w ciepłe miejsce bez przeciągów do wyrośnięcia.
Jeśli jednak, podobnie, jak ja, nie wciśniesz już do swojego planu na najbliższe dni nawet szpilki, proponuję ułatwić sobie zadanie i skorzystać z gotowego ciasta francuskiego dobrej jakości, które delikatnie rozwijamy i układamy na nim farsz.
Farsz jest kluczowy, także nie oszczędzajmy na składnikach, dobrze żeby były najwyższej jakości. Na rozgrzanym oleju przesmażamy posiekaną cebulę oraz czosnek. Dodajemy do nich wymoczone suszone borowiki oraz posiekane pół kilograma kiszonej kapusty. Wrzucamy grubo pokrojone suszone śliwki. Doprawiamy solą, pieprzem, odrobiną cukru, zielem angielskim i liściem laurowym. Gotujemy ok 60 min.
Farsz układamy na cieście, w taki sposób, żeby brzegi pozostały puste. Z trzech stron ciasto zawijamy do środka i zwijamy jak roladę. Pozostały pusty bok smarujemy rozbełtanym z odrobiną wody jajkiem Zdrovo i zamykamy naszego kulebiaka. Tym samym jajem smarujemy również wierzch. Wstawiamy do piekarnika na ok 45 minut w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem.
Pysznych Radosnych Świąt!
Składniki:
– opakowanie ciasta francuskiego
– jedno jajo Zdrovo
– pół cebuli
– trzy ząbki czosnku
– pół kg kapusty kiszonej
– garść suszonych borowików
– kilka suszonych śliwek
– pieprz, sól, brązowy cukier, ziele angielskie, liść laurowy.

Znam wiele osób, które pieczołowicie i długo przygotowują się do rozmaitych przyjęć. Sama wigilię i boże narodzenie planuję z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Z pewnością halloween do takich okazji nie należy. Tu króluje spontan i organizowanie się na ostatnią chwilę na wspólnych sąsiedzkich domówkach, bo drobiazg chodzi po okolicznych domach w poszukiwaniu cukierków, a starzy mogą się chwilę pobawić.

Sprawdzi się znakomicie bufet nieskomplikowanych i szybkich w przygotowaniu dań, jak np. pieczona papryka z anchois (jeśli nie macie cierpliwości obierać gorącej papryki ze skórki, swobodnie można kupić gotową hiszpańską paprykę w oliwie), nachosy z pikantną salsą, świnki w koszulkach (u mnie tym razem zwyciężyły z gotowaną szynką i serem królewskim).

Do tego zawijamy rozmarynowe grissini w połówki plastrów prosciutto crudo. Przekąska ta sprawdzi się również z inną wędliną. Oraz przygotowujemy halloweenowy hit tematyczny, czyli jajka pająki: W tym celu w osolonej wodzie gotujemy jaja 8 do 10 minut, szybko schładzamy zimną wodą i obieramy. Przekrawamy na pół i ostrożnie wydrążamy jedynie żółtka, które ucieramy widelcem. Dodajemy odrobinę kurkumy, solimy, pieprzymy. Jeszcze tylko łyżka majonezu i mieszamy. Farszem ostrożnie wypełniamy połówki jajek, na każdej układamy pół oliwki w roli korpusu pająka, z pozostałej połówki wycinamy odnóża, którymi otaczamy korpus. Gotowe!

Dobrej zabawy!

 

 

„zdrovo” partnerem wydania albumu „50 przepisów na jajka”

Marka polskich jaj „zdrovo”, należąca do lidera w produkcji jaj konsumpcyjnych w Polsce, firmy „Fermy Drobiu Woźniak”, współpracę z blogerką kulinarną, Moniką Ruszkowską.

Autorka, znana z bloga www.ekuchareczka.pl , napisała książkę „50 przepisów na jajka”. Album został atrakcyjnie wydany. Przepisy z wielu stron świata, sztywna okładka, duży format oraz niezwykle apetyczne fotografie sprawiają, że jaja stają się odkrytym na nowo i pożądanym składnikiem urozmaicającym codzienne menu.

Jajka są doskonałym źródłem witaminy D i dobrze przyswajalnego białka oraz wielu mikroelementów. Badania naukowe wykazują, że jajka są ważnym składnikiem zdrowego i wartościowego pożywienia każdego człowieka. Szczególnie ważne są w diecie dzieci i
młodzieży. W strategii „Ferm Drobiu Woźniak” i marki „zdrovo” edukacja i promocja zdrowego odżywiania odgrywają istotną rolę. Dlatego książka jest ważnym medium, wykorzystywanym w komunikacji firmy.

Fermy Drobiu Woźniak to jeden z największych producentów jaj konsumpcyjnych w Europie i lider w Polsce. Firma istnieje od 1986 r. Posiada w pełni zintegrowany system produkcji jaj konsumpcyjnych w cyklu zamkniętym, certyfikowany według m. in. BRC Global Standard for Food Safety, IFS Foods oraz autorskiego systemu bezpieczeństwa żywności EGGIDA. Firma dysponuje własnym systemem produkcji pasz i flotą ponad 250 pojazdów ciężarowych o normach emisji EURO 5 i EURO 6.

„Fermy Drobiu Woźniak” zostały dwukrotnie wyróżnione Złotym Laurem Konsumenta, Złotym Godłem Konsumenckiego Lidera Jakości oraz Orłem Eksportu województwa wielkopolskiego. Nowo wprowadzona marka „zdrovo” otrzymała wyróżnienie Konsumencki
Lider Jakości – Debiut 2018. Siedziba przedsiębiorstwa znajduje się w Żylicach nieopodal Rawicza.

 

 

Proces współpracy koordynuje „Hanami Communications”, agencja public relations Jerzego Ciszewskiego. 

Wspomaga portal:

www.publicrelations.pl

Choć to właśnie Wielkiejnocy większość Polaków nie wyobraża sobie bez jajek, co zrozumiałe, pamiętajmy, że warto do diety włączyć je na co dzień. Są zdrowe, pełne witamin i mikroelementów, odczarowane dawno temu z mitu sprawcy za wysokiego groźnego cholesterolu, znakomite (i szybkie w przygotowaniu) źródło białka, szczególnie doceniane przez amatorów sportów rozmaitych. Przeczytałam niedawno, że rekordziści, czyli Meksykanie zjadają ich ponad 370 rocznie. Moim ulubionym śniadaniem jest szakszuka z dwóch jaj i najchętniej jadłabym ją codziennie, serio! Co skądinąd zdaniem specjalistów, między innymi ze Światowej Organizacji Zdrowia, zapobiegałoby wielu chorobom cywilizacyjnym, między innymi otyłości.
Na Wielkanoc przygotowuję jaja w dwóch postaciach: najprostsze, czyli ugotowane na twardo podawane z kawiorem z łososia oraz jaja faszerowane na ciepło, które zaledwie kilka lat temu weszły do tradycji mojej rodziny. Dlaczego dopiero niedawno? Ponieważ, jak większość znanych mi kucharzących panicznie bałam się… krojenia skorupek. No bo jak? Jednym zdecydowanym ciosem, jak mieczem samurajskim? Czy raczej ostrożnie delikatnymi ruchami?
Okazało się, że najskuteczniejszy jest mój nóż do chleba, czyli z ostrzem piłką, którym ostrożnie, acz stanowczo, kroję ugotowane jaja na pół. Cała reszta to bułka z masłem.
Czyli, zaczynając od początku, jaja w temperaturze pokojowej wkładamy do ciepłej osolonej wody, gotujemy 8 minut, chłodzimy w lodowatej wodzie, osuszamy. Wciąż w skorupkach, ostrożnie kroimy na pół. Wydrążamy jaja ze skorupek, zachowując je na później, miażdżymy białka łącznie z żółtkami. Siekamy szczypior, dokładamy do jaj razem z majonezem, solimy, pieprzymy, mieszamy. Farszem ostrożnie nadziewamy zachowane skorupki, panierujemy w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym klarowanym maśle. Podajemy gorące.
PISANKOVO SMACZNEGO!
Dla czterech osób:
– osiem jaj zdrovo.pl
– szczypior
– trzy łyżki majonezu
– sól, pieprz do smaku
– garść bułki tartej
– trzy łyżki masła klarowanego.

We wszystkich starych wierzeniach / religiach bardzo dużo uwagi poświęcano sposobowi odżywiania. W naszej cywilizacji stosunkowo od niedawna lekarze starają się edukować pacjentów i ich rodziny w tym zakresie. Osobiście, bardziej drążę temat w naturalnych okolicznościach, czyli od kiedy zachorowali moi bliscy. Nie wchodząc w detale, właściwie w każdej chorobie sprawdzi się kilka uniwersalnych zasad: wędliny samo zło / jak najrzadziej mięso / jeśli już to eko drób lub najwyższej jakości wołowina / owoce tak, ale w rozsądnych ilościach (cukier!) i właściwych porach (najlepiej do południa) / do syta i jak najwięcej warzyw, ziół i przypraw (witaminy, mikroskładniki, błonnik, niska wartość kaloryczna), wzbogacone odrobiną ‚zdrowych’ tłuszczów (lepsze wchłanianie wartościowych substancji z warzyw). Zgodnie z powyższymi zasadami przygotowałam dziesiątki kombinacji warzyw, z których przepis na jedną z najbardziej ulubionych, czyli orientalne marchewki, poniżej.

Ponieważ mamy zimę, najlepiej będzie skorzystać z mrożonych marchewek oraz szpinaku, osobiście lubię baby marchewki Hortexu. Zaczynam od przesmażenia na rozgrzanym oleju drobno posiekanego imbiru, kiedy się podrumieni, dorzucam czosnek (opcjonalnie, jeśli osoba przewlekle chora pracuje i będzie zabierała ‚pudełko’ ze sobą na lunch, lepiej zrezygnować z tej aromatycznej rośliny). Dokładamy marchewki, doprawiamy solą, cukrem i papryczką chili (ostatnio zakochałam się w suszonej papryczce chili w strąkach Kamis) oraz przykrywamy, po 10 minutach duszenia, dokładamy szpinak w liściach. Po kolejnych dziesięciu gotowe danie przekładamy do pojemników ‚na jeden posiłek’ i obdarowujemy osobę chorującą, z zasłużonym poczuciem, że choć odrobinę pomagamy w powrocie do zdrowia.

Na tygodniowy zapas:

  • 4 opakowania baby marchewek marki Hortex
  • 1 opakowanie szpinaku w liściach
  • 7 cm korzeń świeżego imbiru
  • kilka papryczek chili
  • sól do smaku
  • brązowy cukier do smaku

 

Sałata nicejska smakuje wszystkim !

Do dziś pamiętam pierwszą, ale też każdą następną, wizytę we Nicei. Kamieniste plaże, zapach morza i luksusu, smak ostryg, muli i steka z tuńczyka z sałaty nicejskiej pozostanie ze mną na zawsze! Lokalesko, czyli w wawie najłatwiej właśnie o sałatę, zdecydowanie dostosowaną do asortymentu przeciętnego sklepu osiedlowego. Nie tylko latem bywa jednym z najczęściej (i najszybciej, co nie bez znaczenia!) przygotowywanych w moim domu dań.

Rukolę (dla ułatwienia kupuję już umytą) rozkładam na dużym talerzu lub osobnych dla każdego z ucztujących. W między czasie gotuję jajka na półtwardo i obieram pomidory. Jedne i drugie kroję w ćwiartki. Rozkładam na rukoli, wraz z czarnymi oliwkami oraz dobrej jakości tuńczykiem w dużych kawałkach (rzadko udaje mi się ustrzelić dobrej jakości świeży stek) oraz anchovis, w moim domu obowiązkowo marki ‚Helskie’. W oryginale powinnyśmy dołożyć świeżą i jędrną zieloną fasolkę szparagową. Bez żalu rezygnuję, bo nie jestem ultra fanką. Doprawiam jednie pyszną oliwą i świeżo mielonym czarnym pieprzem.

Dla dwóch osób:

  • paczka rukoli
  • dwa pomidory malinowe
  • trzy jajka
  • duża garść czarnych oliwek
  • słoiczek bardzo dobrej jakości tuńczyka
  • puszka ‚Anchovis Helskie’
  • pyszna oliwa, świeżo zmielony pieprz

 

Bliny zawsze ratują sytuację !

Muszę przyznać, że okolice 1 listopada nigdy nie należały do mojego ulubionego czasu, ale w tym roku szczególnie smutno i melancholijnie minęły mi zaduszki. Ponieważ z pobieżnie przeprowadzonego sondażu wynika, że większość odczuwa podobnie, śpieszę z kulinarnym remedium niezawodnym wieloaspektowo, jak chodzi o poprawę nastroju.

Proponuję bliny, których przygotowanie wprawdzie zajmie nam dłuższą chwilę, ale sam proces rośnięcia ciasta drożdżowego bywa balsamicznie kojący dla duszy, o zapachu nie wspominając! Dla tych z nas, którym Babcie szczęśliwie w dzieciństwie piekły ciasta, zrobienie własnego ciasta drożdżowego będzie symbolicznym zapaleniem świeczki ku Ich pamięci.

Wielką zaletą blinów jest ich integrujący charakter: siedzimy przy stole, częstujemy się gorącymi placuszkami i każdy komponuje dodatki wedle własnych upodobań, jest okazja do rozmów, inspiracji, wspomnień i planów. Nie spotkałam też nikogo, komu bliny by nie smakowały. A zatem zapraszajcie Ukochanych, Przyjaciół, Rodzinę (z kim czujecie się naprawdę wspaniale) i smażcie na późnopopołudniowy obiad bliny! Poczujmy pozytywną siłę płynącą z pokoleń, które już odeszły, ale też wielką radość z przebywania z tymi, którzy dziś są dla nas źródłem szczęścia 🙂

Dla czterech głodnych dorosłych:

– 20 g świeżych drożdży

– ćwiartka szklanki ciepłej wody

– łyżeczka cukru

– pół łyżeczki soli

– 2/3 szklanki mleka

– 2 jaja

– pół szklanki mąki gryczanej

– pół szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej

– 4 łyżki masła

Przygotowujemy zaczyn: mieszamy drożdże z wodą (ciepłą, ale nie gorącą) i połową cukru. Pozostawiamy na około 10 min w ciepłym miejscu.

Tymczasem w dużej misie lub garnku mieszamy obie mąki z żółtkami jajek, mlekiem, solą, resztą cukru i roztopionym oraz przestudzonym masłem. W osobnym naczyniu ubijamy białka ze szczyptą soli.

Mieszamy zaczyn z resztą ciasta. Kiedy już nie ma w nim grudek, delikatnie dodajemy pianę z białek. Naczynie z ciastem przykrywamy ściereczką i pozostawiamy w ciepłym nieprzewiewnym miejscu na minimum 2 godziny.

W między czasie przygotowujemy dodatki do blinów. Do żelaznego kanonu należy kawior ( w większości w postaci ikry łososia)  i kwaśna gęsta śmietana. W moim domu dodatkowo pojawia się marynowany lub wędzony łosoś w plastrach, śledzik oraz jajko ugotowane na twardo i pokrojone w kostkę. Jeśli chodzi o rozszerzanie tematu dodatków, to sky is the limit i kulinarna wyobraźnia ma szerokie pole do pohulania 🙂

Wyrośnięte ciasto ostrożnie łyżką wykładamy na rozgrzany olej. Smażymy krótko obustronnie do zrumienienia. Po usmażeniu odsączamy z tłuszczu przy pomocy papierowego ręcznika i przekładamy do żaroodpornego naczynia – w nim bliny poczekają na gości, przykryte folią aluminiową, w rozgrzanym piekarniku.

Podajemy bliny wraz z dodatkami na środku stołu: każdy sam będzie miał okazję przetestować, z jakimi dodatkami smakują najlepiej. SMACZNEGO!

Łosoś seler i pomidory, czyli jesień w pełni.

Piątkowo myślimy o rybie, ale też planami wybiegamy już łakomie do sobotnich i niedzielnych obiadów rodzinnych oraz tych we dwoje. I dziś właśnie taka propozycja, czyli jeszcze wciąż pachnące późnym słońcem pomidory z bazylią oraz zdecydowanie w swym najlepszym sezonie seler. A do tego krótko pieczony łosoś, który nawet absolutnie świeżemu debiutantowi nie może się nie udać. Pyszne danie, pełne prozdrowotnych składników, znakomicie i smakowicie odżywi nie obciążając i nie pozbawiając chęci na dalszy aktywny ciąg dnia czy wieczoru.

Rozpoczynamy od obrania selera i pokrojenia go w dość grubą kostkę. Warzywo zalewamy lekko posoloną i pocukrzoną chłodną wodą, którą zagotowujemy i na małym ogniu gotujemy seler do miękkości.

W między czasie obieramy sparzone wrzątkiem pomidory i filetujemy je, miąższ kroimy w dość drobną kostkę. W miseczce mieszamy z listkami bazylii i oliwą z oliwek.

Filetujemy łososia, wycinając zgrabne kawałki, które umyte i osuszone umieszczamy w dość ciasnym naczyniu do pieczenia. Zalewamy olejem co najmniej do połowy wysokości ryby. Solimy i obsypujemy świeżo zmielonym pepperoncino lub pieprzem w  zależności od upodobań. Wstawiamy do rozgrzanego do temperatury 180’C piekarnika na kwadrans do maksimum 20 minut w zależności od grubości filetów.

W tym czasie ugotowanego selera odcedzamy i mieszamy z masłem. Przeciskamy przez praskę lub tłuczemy.

Układamy na talerzu odsączone z tłuszczu upieczone ryby, obok podajemy puree z selera z odrobiną czarnej soli i salsę z pomidorów z bazylią. SMACZNEGO!

 

ekuchareczka.pl
Najcześciej komentowane