Chrusty w zapusty…

… przez wielu zwane faworkami, z pewnością mniej popularne od tłuściutkich pączków w dzisiejszy tłusty czwartek, a jednak mają zwolenników, do których ja również się zaliczam 🙂

W moim rodzinnym domu to właśnie smażenie faworków było obowiązkowe w karnawale (i na szczęście nie tylko). I choć oboje z Tatą bardzo dobrze pamiętamy, jak we trójkę w mikro kuchni na Stegnach smażyliśmy je w trybie pracy taśmowej (Mama oczywiście zagniatała ciasto, ja kroiłam i wywijałam, a Tata odpowiedzialny był za proces smażenia i osączania z tłuszczu), to niestety żadne z nas już nie przypomni sobie przepisu…

Dlatego odkurzając wczorajszym wieczorem tę rodzinną tradycję, po pierwsze do przygotowań zaangażowałam Córeczkę, po drugie postanowiłam skorzystać z przepisu pochodzącego z mojej osobistej biblii przepisów domowych, czyli ‚Kuchni Rzeczpospolitej wielu narodów’ Macieja Kuronia. Wybrałam przepis łatwy, choć zakładający co najmniej godzinne wyrabianie ciasta. Było późno, Dziecko zaczynało się nudzić: skróciłam zatem tę procedurę o połowę. I szczerze polecam słuchać autorytetów! Faworki wyszły ekstra, ale z pewnością wyszłyby jeszcze pulchniejsze, bardziej kruche i z dużą ilością bąbelków powietrza, gdybym się nie obijała z zagniataniem 😉

Odstąpiłam od przepisu jeszcze dwukrotnie: zamiast mąki pszennej dałam żytnią oraz zamiast spirytusu, dodałam mały kieliszek wódeczki. Symbolicznie dwa kolejne postawiłam na blacie kuchennym za króla życia i kuchni Maćka Kuronia oraz Jego Tatę wspaniałego Jacka Kuronia, który to właśnie w najbliższych dniach (3 marca) obchodziłby 81 urodziny!

Sentymentalne faworki dla dwojga (za Maćkiem Kuroniem):

– 200 g mąki pszennej

– trzy żółtka

– cztery łyżki śmietany

– dwie łyżki spirytusu

– płaska łyżeczka proszku do pieczenia

– szczypta soli

– kostka smalcu

– cukier puder do obsypania

Wszystkie składniki ciasta dokładnie mieszamy i intensywnie wyrabiamy przez godzinę. Oddzielamy po kawałku ciasto i rozwałkowujemy cienko. Kroimy na paski o szerokości około 5 cm, wzdłuż każdego przez środek robimy nacięcie i przez nie wywijamy jeden koniec. Kiedy wszystkie faworki mamy już gotowe, rozgrzewamy bardzo mocno smalec w głębszym rondlu i partiami obustronnie smażymy ciastka.

Wyjmujemy sprawnie i szybko na papierowy ręcznik – odsączamy z tłuszczu. Przestygnięte układamy na paterze i obsypujemy cukrem pudrem. SMACZNEGO!    

 

Skomentuj