Sos a’la St. Christina

Jestem wielką fanką nart, w ubiegłym roku niestety udało mi spędzić rozkoszując się tą rozrywką jedynie dwa (!) dni, ale za to po raz pierwszy zimowo we Włoszech. Pięknie ośnieżone słoneczne stoki zachwyciły mnie bosko swobodną, zwłaszcza w porównaniu z obłaskawionymi od lat francuskimi, i nieprzyzwoicie zabawową atmosferą luzu ponad europejską miarę. Jak dotąd tylko tam widziałam smakowicie roznegliżowane blond (!) choć nie tylko wspaniale przez naturę obdarzone piękności wijące się w środku dnia wokół rurek wprost na barze zlokalizowanym wysoko na stoku – żyć nie umierać – tylko Włosi tak cudownie potrafią uprawiać dolce vita oraz dolce far niente 🙂

Między innymi rozpieszczałam się tam specjalnościami cucina (wspomnienie pizzy z truflami do dziś powoduje natychmiastowy głód nie do opanowania) oraz oczywiście przepysznymi winami. Jednak przyjazd mój został również zaanonsowany kulinarnie i tak miałam przyjemność gotować dla osób bliskich mojemu bratu, które pochwaliły kolację wówczas, co zawsze jest ogromną radością oraz jak się okazało pamiętają do dziś, co oczywiście powoduje że puchnę z radości, dumy, a także wzruszam się zupełnie nieprzyzwoicie 😉

A więc prosty i szybki sposób na makaron z sosem z tuńczyka, ze względu na powszechną dostępność jego składników, do ugotowania praktycznie zawsze i wszędzie. Dla dwóch osób potrzebować będziemy czterech – pięciu dużych pomidorów, które po błyskawicznym wykąpaniu we wrzątku obieramy i patroszymy z mokrych wnętrz, siekamy niezbyt drobno. Siekamy również dwie małe cebule oraz dwa ząbki czosnku, szklimy przez kilka minut, dolewamy pół szklanki wytrawnego białego wina, które lekko odparowujemy. Dodajemy pomidory i smażymy kwadrans albo i dwa, w zależności czy lubimy w sosie czuć konsystencję warzyw czy raczej preferujemy gładką sosową masę. W między czasie lekko solimy, bardzo mocno pieprzymy, dosypujemy małą garść suszonych ziół (do wyboru albo w zespole: bazylia, oregano, zioła prowansalskie). Na finiszu dokładamy zawartość puszki z tuńczykiem (niestety sprawdza się tu raczej zasada, że jeśli mamy w sklepie do wyboru – wybieramy droższy, raczej na pewno będzie lepszy, a w przypadku tego sosu jakość z pewnością będzie miała znaczenie). I na koniec dodajemy posiekane w krążki, ale niezbyt drobno, czarne oliwki oraz pokruszony ser feta (można zastąpić go śmietaną, jeśli ktoś woli).

Ugotowany al dente makron rodzaju dowolnego, czyli najbardziej ulubionego, polewamy sosem i gotowe. Jeśli akurat mamy pod ręką, fajnie zrobi mu udekorowanie świeżą bazylią. Kto wie, po takiej solidnej i zdrowej kolacji, to może nawet gustom i oczekiwaniom rozpasanej włoskiej Lalki ze stoku uda się podołać ;-)))

Czego potrzebujemy:

– puszka tuńczyka

– cztery-pięć dużych pomidorów

– dwie cebulki

– dwa ząbki czosnku

– pół szklanki wina

– opakowanie sera feta

– sól, pieprz, zioła.

Skomentuj